Dwa remisy jeszcze Widzewowi nie zaszkodziły. Trzeba jednak coś zmienić

Wtorek, 19 marca 2019


W trzech tegorocznych spotkaniach zespół Widzewa zdobył pięć punktów. Po dwóch remisach z rzędu na zespół i trenera Radosława Mroczkowskiego spadła fala krytyki. Sami na to zapracowali, choć tabela źle nie wygląda. Łodzianie, mając jeden mecz mniej od rywali, zajmują pierwsze miejsce. Lepiej jednak liczyć na siebie, niż na uprzejmość rywali.



Cel Widzewa jest jasny, awans. – Remisami pierwszej ligi nie zdobędziemy. Jechałem tutaj z dużą nadzieją, że pokażemy w Rzeszowie, co wart jest Widzew. Niestety jestem bardzo rozczarowany – mówił po remisie z Resovią (1:1) wiceprezes klubu Tomasz Jędraszczyk. Rozczarowanie występem było tym większe, że wszyscy liczyli na rehabilitację za niespodziewaną stratę punktów u siebie z ROW Rybnik (1:1).

Zawodnicy w tym roku nie spisują się na miarę oczekiwań. Można chwalić się frekwencją, wysokim budżetem, dobrą organizacją, ale i tak najważniejsze jest to, co na boisku. W piłce nożnej liczą się punkty. Przy okazji fajnie by było, żeby gra zespołu cieszyła oko kibiców. – Gramy piłkę solidną, ale taka publika zasługuje na coś więcej niż solidność. Swoją grą będziemy chcieli sprawić, że sztab szkoleniowy i kibice w czasie meczów będą się dużo uśmiechali i z przyjemnością będą przychodzić na nasze spotkania – mówił po wygranej 2:1 w Wejherowie Łukasz Turzyniecki. Jak na razie fani nerwowo spoglądają na boisko, zastanawiając się, co ich pupile za chwilę wymyślą.

Trener Mroczkowski stawia na grę trzema obrońcami. Pomysł wydaje się chybiony. Defensorzy popełniają proste błędy, sami stwarzają zagrożenie pod bramką Patryka Wolańskiego, który już dawno nie musiał się tak napracować, jak wiosną. Wiadomo, za to mu płacą, ale koledzy z zespołu mogliby oszczędzić mu niepotrzebnych nerwów. Szkoleniowiec po każdym spotkaniu swoimi wypowiedziami niebezpiecznie zbliża się w kierunku Franciszka Smudy. Byłemu selekcjonerowi przeszkadzał nawet doping kibiców Widzewa, który to ponoć deprymował jego piłkarzy, a wzmacniał rywala. Mroczkowski natomiast zbyt często słabą postawę drużyny zaczyna tłumaczyć złym stanem murawy.

– Spodziewaliśmy się, że może być trudno jeśli chodzi o aurę i o boisko, ale mamy punkty, więc nie ma co więcej tu na gorąco oceniać. Wierzę, że jak uda się nam trochę więcej potrenować na naturalnej nawierzchni to obraz gry będzie dużo lepszy – powiedział po meczu z Gryfem. – Boisko nie ułatwiało nam tego, co chcemy grać, ale to nie może być usprawiedliwienie – mówił po spotkaniu w Rzeszowie. Oczywiście, że nie. Filip Mihaljević nawet stojąc po kostki w błocie powinien wykorzystać sytuację z początku meczu. Gdyby trafił, obraz gry z pewnością byłby inny. A tak trafili gospodarze, a Widzew się męczył.

Łodzianie wiosną nie potrafią zdominować rywala. Po szybko straconej bramce z ROW wyglądali na przestraszonych. Mnożyły się niecelne podania i złe wybory. W Rzeszowie nie było lepiej. Gdyby gospodarze wykorzystali rzut karny, przy obecnej dyspozycji trudno byłoby się zawodnikom Widzewa podnieść. – W sytuacji, gdy rywal miał dwa rzuty karne remis powinien nas cieszyć, ale prawda jest taka, że straciliśmy dwa punkty. Trudno mi powiedzieć, co się stało. Przygotowywaliśmy się do tego meczu normalnie. Mocno trenowaliśmy, nastawialiśmy się przed spotkaniem pozytywnie – stwierdził Dario Kristo.

Przed Widzewem spotkanie z Elaną Toruń. – Musimy jak najlepiej przygotować się do tego meczu. Nie idzie nam tak, jak zakładaliśmy, ale jeszcze sporo spotkań przed nami i zrobimy wszystko, żeby wywalczyć awans. Trzeba mieć głowy podniesione do góry. Przed nami jeszcze jedenaście meczów i musimy wrócić do pozytywnej serii zwycięstw – podkreślił kapitan Widzewa.

Trener Mroczkowski ma również czas na przemyślenia. Czy warto wciąż grać trzema obrońcami, a w ataku stawiać na wyjątkowo nieskutecznego napastnika. Widzew, mimo dwóch remisów z rzędu, wciąż jest liderem, ale rywale do awansu w nieskończoność nie będą gubić punktów. Jednego z nich w sobotę można odstrzelić. Pomoże już w tym Kohei Kato. We wtorek Japończyk został potwierdzony do rozgrywek. A kibicom, rozczarowanym ostatnimi popisami zawodników Widzewa, polecamy odstresowanie się przed telewizorem. We wtorek o godzinie 20.00 w TVP Sport, w ramach cyklu "Retro TVP Sport", wyemitowane zostanie spotkanie Widzewa z Broendby z eliminacji Ligi Mistrzów w 1996 r.

Fot. Cyfrasport



DODAJ KOMENTARZ: